czwartek, 15 października 2015

Rozdzial pietnasty

Płacz nie jest oznaką słabości. Płaczemy dlatego bo za długo udawaliśmy szczęście, za długo byliśmy silni.
Nie da się być cały czas twardym. Nawet największy twardziel mięknie.
- Mam coś, wiem dokładnie gdzie jest nowa baza czarnych orłów! - krzyknęła zbiegając po schodach. Przerwała tak spokoje śniadanie, wszyscy delektowali się przepysznymi naleśnikami, które zrobił Tom wraz z Sally.
- Jesteś nie zastąpiona, minął dzień, a ty od razu wiesz wszystko - James wstał z miejsca, wytarł palce o spodnie i zabrał Kate wydruk mapy. Do Parkera podszedł także nasz wspaniały kucharz, Tom jest dobry organizacji, to on wymyśla wszystko, poczynając od tego kto idzie do sklepu kończąc na wtargnięciu na teren orłów.
- A więc, potrzebna nam jest Amy, są mniejsze szanse na to że ją rozpoznają, pomoże jej Alice, a także bliźniaczki - wymieniał - musimy je dobrze scharakteryzować, aby były nie do rozpoznania. Będziecie udawać kobiety z obozu, ale to Amy ma odnaleźć Lyn, kiedy tylko poczujesz, że się czegoś domyślają od razu uciekaj, jakby co jesteś podłączona do nas, w każdej chwili będziesz mogła się z nami skontaktować. Myślę że dziewczyny zajmą się swoim makijażem, i strojem. Najlepiej zacząć jak najszybciej, każda sekunda się liczy - opowiedział swój pomysł, jak zwykle genialny.
- No to do roboty! - odparł Martin.
Wszyscy odeszli od stołu, zabrali się za swoją pracę. Chłopaki poszli przygotowywać broń, Kate sprzęt techniczny, podsłuch i tak dalej. Dziewczyny zaczęły się szykować.
W ich rezydencji jest wiele, wiele różnych pokoi, tym razem dziewczyny weszły do tego od charakteryzacji. Było tam praktycznie wszystko. Poczynając od sztucznych ran, kończąc na dziwacznych maskach.
- Dlaczego uciekłyście z domu? - zapytała Amy, Miley, która właśnie kończyła ją malować.
- Wiesz prawie wszyscy nie znali tu swoich rodzin, my mieszkaliśmy z naszymi dalekimi krewnymi. Tam nie układało się zbyt dobrze. Pewnego dnia znalazłyśmy skrzynkę, i w środku był list, a także pieniądze, jakieś parędziesiąt tysięcy. Na kartce było napisane o przeszłości naszych rodziców, o gangu. Zdecydowałyśmy uciec, i tak nie było nam tam dobrze, przestałyśmy chodzić do szkoły, zaczęłyśmy szukać Parkera. Nikt szczególnie nas nie szukał, byli zajęci swoja rodziną. Szwendałyśmy się po Londynie, próbowaliśmy znaleźć Jamesa, ale nikt nic nie wiedział, potem przez przypadek trafiliśmy na Kate, znalazła nas w opuszczonym magazynie, nie wiem co tam robiła, ale dobrze się stało, i tak od 6 lat tu jesteśmy - opowiadała, przy tym układając jej włosy.
- O co w tym wszystkim chodzi?
- Dowiesz się w swoim czasie - Miley uśmiechnęła się do brunetki i odeszła.

Lynette

Ciężko oddychała, trzęsła się z zimna. Miała odmrożone palce, usta sine.
Siedziała podparta o drzewo. Na dworze było bardzo zimno, a ona ubrana była w przewiewną koszulkę, spodnie i buty.
Pogodziła się ze śmiercią. Pozostało jej tylko na nią czekać.
Czekała na Grega, który ma ją zaraz do siebie zabrać.
- Panna Smith? - usłyszała ironiczny śmiech - no w końcu, a myślałem że się nie odczekam - pocierał dłoń o dłoń, przykucnął i złapał za jej brodę - bardzo dobrze się ukryłaś...aż trudno uwierzyć że taka kruszyna zdoła powalić dobrze zbudowanego faceta, może byś mi się do czegoś przydała, ale od dawna marzę aby cię zabić, smutne, prawda? - pluł jej w twarz - śliczna z ciebie kobieta, ale niestety nie wykorzystam tego, i na pewno nie dam się złapać na te wasze kobiece sztuczki, a na pewno nie na twoje, bo już pewna pani Smith uciekła przez moją naiwność - skończył swoją przemowę.
- Jak to? - zapytała ostatkami sił, ale chciała znać prawdę, w końcu dowiedzieć się co się wydarzyło, i gdzie jest jej matka.
- Nie wszystkie pracujące tu kobiety są tylko od pracy na taśmie. Nie które mają wyższe stanowisko, kiedy dobrze się sprawują mogą też zostać objęte ochroną, a jeżeli bardzo mi się taka pani spodoba może nawet zostać moją żoną, mogę mieć tu każdą, nawet ciebie, o ile będę chciał - wstał i zaczął opowiadać.
- Chyba śniesz, wstała i chciała mu przyłożyć, ale ten zatrzymał jej ruch.
- Nie skończyłem - popchnął ją - twoja matka była bardzo ładna, miała urok osobisty, trudno było mi się jej oprzeć, dlatego coraz częściej spędzałem z nią noce, z początku bardzo tego nie chciała, ale potem jakoś nagle się zgadzała, choć w sumie nie miała nic do gadania - chodził w tą i z powrotem, ręce miał za plecami, jego płaszcz zahaczał o śnieg, a butami wykopywał co i raz małe dołki - pewnej nocy ją zaprosiłem, ta udawała bardzo miłą i była strasznie pociągająca, Kiedy już zaczynała swoją pracę wyjęła nóż z buta i zrobiła ogromną szramę na twarzy, tutaj, widzisz? - wziął palec Lyn i potarł o jego bliznę - po czym wybiegła z pokoju udając że James napadł mnie, skorzystała z zamieszania i uciekła, dotąd jej nie znalazłem, suka.
- Przestań tak mówić o mojej matce! - powiedziała z zaciśniętymi zębami i przywaliła mu.
- Kochanie, ale nie tak nerwowo, to co mówię to prawda, przykro mi, ale twoja mamusia to że tak powiem pani lekkich obyczajów, oszczędzę ci przykrych słów pod koniec twojego marnego życia - spojrzał w jej oczy, i chwycił za lodowaty policzek.
- Pieprz się! No co mi twoja łaska, i zabieraj te łapy - pyskowała.
- Uważaj, bo twoja kara będzie o wiele bardziej okrutniejsza - szarpnął za jej nadgarstki i pociągnął za sobą.

Amy

- Boję się - powiedziała łapiąc za rękę Matta który w tym czasie prowadził auto.
- Pamiętaj że nie ważne co by się stało i tak będę cię kochał, miłość jest potężniejsza niż strach i myśl o Lynette - złapał za jej policzek i delikatnie pogłaskał.
- A co jeżeli się nie uda, jeżeli ona...-westchnęła - ona nie żyje.
- Nie ma takiej opcji, słyszysz - odpowiedział zapłakanej Amy, James - jestem najgłupszym człowiekiem na świecie, musiałem odejść, to boli jak cholera, ale musiałem, żałuję, że nie podołałem jej ochronić, jestem słaby.
- Zrobiłeś to co musiałeś - pocieszała go Alice.
- Może był inny sposób, mogłem jej powiedzieć - zakończył temat, do końca podróży nie odezwał się ani słowem.

Witajcie!
O to nowy rozdział.
Dodam zdjęcie matki Lyn, bo wydaję mi się,
Że będzie Wam lepiej sobie to wyobrazić.


Paula, 50 lat.

Dobra, to na tyle.
Dajcie znać w komentarzach czy się podobało.
Pozdrawiam,
/ bezimienna.





5 komentarzy:

  1. I love your blog!
    Do you want to support each other's blog by following each other?:) Please let me know if you do so I can follow you right back x

    xoxo, Nastya Deutsch

    MY BLOG NASTYA DEUTSCH

    OdpowiedzUsuń
  2. Nice, bardzo ciekawa historia :) Czekam niecierpliwie na następny rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostaję na dłużej:)
    Zapraszam do mnie i proszę o klikanie w linki Romwe! :) *TUTAJ*
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń